„Potrzebowałem czegoś, co uczyniłoby moją powieść wyjątkową” – wywiad ze Stuartem Turtonem

Przezabawny i sympatyczny. Pomysł na debiutancką powieść kiełkował w jego głowie ponad dekadę. W swojej książce Siedem śmierci Evelyn Hardcastle wymieszał kryminał rodem z Agathy Christie z fantastyką i horrorem. Dowiedz się, dlaczego Stuart Turon zgubił się w lesie i jak trafił do starej posiadłości na południu Francji, której atmosferę przeniósł na karty swojej powieści.

Dziennikarz, którego los rzucił w różne zakątki świata. Jak to się stało, że postanowił Pan napisać i wydać powieść?

Powieść chciałem napisać już wcześniej. To marzenie pojawiło się w mojej głowie, gdy miałem 12 lat. Dlatego też wybrałem dziennikarstwo – chciałem się nauczyć, jak pisać. Chciałem stworzyć coś w stylu kryminałów Agathy Christie, ale nie miałem zielonego pojęcia, jak zacząć. Pomyślałem, że zostanę dziennikarzem i nauczę się, jak tworzyć tekst, jak go redagować. Ale – jak to w życiu – czas pędzi i nie masz nawet chwili, by usiąść i napisać powieść. Podróżujesz lub masz dziewczynę, robisz coś ciekawego itd. Kiedy miałem 34 lata wpadłem na pomysł fabuły. Wydał mi się tak świetny, że stwierdziłem, że nie mogę już dłużej odkładać tego marzenia. Od zawsze chciałem być pisarzem, a dziennikarstwo wydarzyło się gdzieś po drodze.

Czyli tak naprawdę dziennikarstwo było dla Pana sposobem, by zostać pisarzem. Czytałam, że studiował Pan filologię angielską. To na pewno też w jakiś sposób musiało być pomocne.

Początkowo poszedłem na uniwersytet, by studiować prawo. To był mój pierwszy wybór dotyczący mojej przyszłości. Kiedy skończyłem szkołę średnią, nie wiedziałem, co chcę robić w życiu. Nie sądziłem, że można zarabiać na życie, pisząc książki. Wówczas pisanie było dla mnie raczej zajęciem, które można wykonywać w wolnym czasie.

Jak wspomniałem, najpierw wybrałem prawo. Uznałem, że mogę zostać prawnikiem i pisać różne artykuły. Szybko okazało się, że to nie dla mnie. Nienawidziłem prawa, prawników, sądów i wszystkiego, co z tym związane. Rzuciłem te studia i postanowiłem pójść na angielski i filozofię. Powód mojej decyzji był prosty: na angielskim i filozofii było najmniej godzin dydaktycznych ze wszystkich kierunków studiów (śmiech). Przejrzałem każdy program. Studia to był wspaniały czas w moim życiu, właśnie dlatego, że nie musiałem często bywać na zajęciach (śmiech).

W takim razie można powiedzieć, że jest Pan trochę spryciarzem.

(śmiech) Powiedziałbym, że po prostu jestem leniwy.

Pomysł na fabułę powieści Siedem śmierci Evelyn Hardcastle jest bez wątpienia niezwykły. Nie mogę więc o to nie zapytać: co zainspirowało Pana do stworzenia tej książki? Czy najpierw pojawił się budynek, a może któraś z postaci? Czy był to pomysł, który przez lata kiełkował w Pana głowie?

Ciekawe pytanie. Chciałem napisać powieść w stylu Agathy Christie. Wykorzystałem kilka elementów charakterystycznych dla jej kryminałów: ograniczone grono podejrzanych, pistolety, narzędzie zbrodni, sekrety i inne. To miałem na początek. Brakowało mi jednak oryginalnego pomysłu. Gdyby wziąć moją powieść i wyrzucić z niej elementy science fiction i zamianę ciał, mielibyśmy klasyczny kryminał w stylu Agathy Christie. Nie byłoby to z pewnością tak dobre, jak teraz. Potrzebowałem więc czegoś, co uczyniłoby moją powieść wyjątkową, oryginalną, po prostu moją. Miałem wtedy 34 lata. Pomysłu na ulepszenie mojej koncepcji nie miałem przez kolejnych 12 lat.

Był to zatem pomysł, który kiełkował we mnie przez lata. Wpadłem na niego podczas lotu samolotem. Była 2 w nocy, wracałem do domu. Leżałem, aż nagle pomysł po prostu pojawił się w mojej głowie. Pomyślałem, że to jest to.

Pana powieść Siedem śmierci Evelyn Hardcastle łączy w sobie klasykę kryminału, rodem z Agathy Christie, z elementami fantastyki. Momentami atmosfera grozy, którą idealnie udało się Panu odmalować, oscyluje nawet wokół horroru – w dodatku w retro odsłonie. Jak udało się Panu stworzyć tak skomplikowaną gatunkowo i fabularnie powieść? Czy rozpisał Pan najpierw cały szkielet powieści, czy raczej tworzył Pan spontanicznie?

Nie mogłem napisać tej powieści spontanicznie. Spędziłem 3 miesiące, planując wszystkie szczegóły: każde dwie minuty akcji, każdą cechę bohaterów i wszystkie elementy domu. Wiedziałem dokładnie, co myślą moi bohaterowie i co robią w danym momencie. Zacząłem od zaplanowania morderstwa, które spaja całą fabułę. Podróżujący w czasie detektyw powinien po prostu podążać za ofiarą przez cały dzień i sprawdzić, kto ją zabił. Musiałem tak skonstruować morderstwo, by udaremnić tę technikę.

Powieść okazała się dla mnie dość łatwa do rozplanowania. Ciekawa jest za to kwestia gatunku, ponieważ nie był on z góry zaplanowany. W trakcie pisania postanowiłem pomieszać gatunki. To jak bycie szefem kuchni: smakujesz, po czym stwierdzasz, że brakuje soli i ją dodajesz. Potem ziół, pieprzu itd. Tak samo było w moim przypadku: brakuje grozy – dodajmy coś z thrillera; mój dom potrzebuje wyrazistości – wykorzystajmy stylistykę z powieści gotyckich. Lubię wszystkie gatunki, które przenikają się w książce Siedem śmierci Evelyn Hardcastle, więc mój wybór był instynktowny.

Uwielbiam Franza Kafkę, dlatego nawiązałem do jego prozy postacią Aidena Bishopa – mężczyzny, który nie wie, co właściwie się stało, i dlaczego znalazł się w tak zaskakującej sytuacji. Robiłem to jednak nieświadomie – dopiero, gdy sięgnąłem po kolejną powieść Kafki, uświadomiłem sobie, że sytuacja mojego głównego bohatera to cały Franz. To było naprawdę ciekawe pytanie.

Czy Blackheath istnieje? Czy wiejący grozą pałac wzorował Pan na jakimś rzeczywistym budynku? W sumie w Anglii czy w Szkocji nie brakuje takich zamków czy pałaców.

Każdy, kto dorastał w Wielkiej Brytanii, zwiedział takie posiadłości. Kiedy zabierałem się do pisania, postanowiłem poczuć atmosferę takich pałaców na własnej skórze. Zacząłem szukać takiego, w którym mógłbym przenocować. Ceny były jednak obłędne. Udało mi się wreszcie znaleźć interesującą posiadłość na południu Francji. To był strasznie stary pałac, w którym mieszkało małżeństwo staruszków. Musieli mieć między 96 a 200 lat (śmiech).

W internecie ogłaszali się jako B&B. kiedy dotarłem na miejsce, okazało się, że w posiadłości jest tylko para staruszków i ja. Dali mi klucze i zapytali, czy mówię po francusku. Odpowiedziałem, że nie, bąknęli jeszcze coś niezrozumiałego i zostawili mnie.

Brzmi przerażająco.

I dokładnie tak było! To rodzaj budynku, do którego wchodzisz i słyszysz, jak każdy element skrzypi i trzeszczy. Podmuchy wiatru wprawiały w ruch drzwi, wszędzie były świece. Pierwszej nocy zapaliłem świecę i udałem się na przechadzkę po domu, by zaobserwować, jak przemieszczają się w nim cienie. W książce oddałem atmosferę tego właśnie miejsca. Wygląd Blackheath to już moja fantazja, ale atmosfera pochodzi z posiadłości staruszków.  

To musiało być naprawdę niecodziennie doświadczenie.

Tak, tak było. Przyjąłem taką metodę tworzenia – chciałem najpierw sam doświadczyć tego, co chcę opisać w książce. Na samym początku Aiden Bishop gubi się w lesie. Opisałem tę scenę, ale wydała mi się ona mało realistyczna, dlatego postanowiłem sam zgubić się w wielkim lesie. Oprócz tego biegłem aż do utraty tchu, by poczuć, jak to jest i móc to realnie opisać. Tak samo pracuję nad moją drugą książką. Zaznajamiam się ze średniowieczną bronią (śmiech).

Bohater, którego poznajemy, Aiden Bishop, wciela się po kolei w różnych gości posiadłości Blackheath. Która z tych postaci byłaby Panu najbliższa? Czy wzorował Pan bohaterów na jakichś konkretnych postaciach?

To interesujące pytanie, ale moje odpowiedzi brzmią: nie i nie. Nie sądzę, bym lubił któregokolwiek z bohaterów. Żaden też nie jest mi bliższy – w mojej głowie żyje tylko jedna osoba. Starałem się spojrzeć na swoich bohaterów z dystansem i stworzyłem takie postaci, które nie są mną. Z pewnością mają jakieś moje drobne cechy – ale tego nie da się uniknąć, kiedy pisze się książkę. Gdy zauważyłem, że któryś z bohaterów zachowuje się tak, jak ja sam bym się zachował, zmieniałem to. Przykładowo, Sebastian Bell jest tchórzem, tak samo, jak ja. Ravencourt z kolei jest bystry – ja również. Tymczasem Derby jest paskudną postacią. Ale sposób, w jaki dążył do rozwiązania zagadki, był najbliższy temu, jak ja sam bym postąpił. Jego zachowania w sytuacjach kryzysowych są takie same, jak moje.

Uważam, że Siedem śmierci Evelyn Hardcastle to świetny materiał na serial. Budzi moje skojarzenia z takimi produkcjami, jak Grand Hotel czy Downton Abbey. Czy może Pan zdradzić, czy powstanie produkcja na podstawie książki?

Tak, trwają prace nad produkcją. Prawa do stworzenia serialu zostały sprzedane jeszcze przed premierą książki. Nie mogę niestety zdradzić zbyt wiele na ten temat.

Kiedy w takim razie możemy się spodziewać premiery?

Niestety nie wiem. Wszystko zależy od planu produkcji: jak dużo czasu zajmą zdjęcia, ile będzie odcinków, kto znajdzie się w obsadzie. Ale póki co wszystko zapowiada się interesująco. Widziałem się niedawno z producentami. Zależy im na tym, by jak najwierniej oddać książkę. To dobra rzecz, ponieważ poprawią moje drobne pomyłki.

Czy widziałby Pan jakichś konkretnych aktorów w rolach swoich bohaterów?

Nie wyobrażam sobie twarzy czy wyglądu moich postaci – poza tymi elementami, które mają znaczenie dla fabuły. W ostatnim rozdziale jedna z postaci dotyka swoich włosów, a dwie stron później – swojej łysej głowy (śmiech). Nie zwracam uwagi na wygląd bohaterów i nie wyszczególniam go. Wydaje mi się, że to zadanie czytelnika, by wyobrazić sobie poszczególne postaci. Mogę opisać twarz danego bohatera w szczegółach. Ale wszyscy i tak wyobrażą go sobie po swojemu. Jeśli nie potrafię sobie wyobrazić, jak wyglądają postaci, nie mogę wybrać aktorów, którzy mieliby ich grać. Nie mam pojęcia, kto mógłby zagrać Ravencourta – jest on tak gruby, że ledwo może się ruszać. Ale chętnie się dowiem, kogo obsadzą w tej roli. A jakie są Twoje typy?

Według mnie Emma Stone powinna zagrać Evelyn.

O, świetny pomysł, ona jest fantastyczna. Powiem producentom, że Evelyn ma zagrać Emma Stone (śmiech).

Jakie są Pana plany na przyszłość? Czy pracuje Pan nad kolejną książką? Jeśli tak, czy może Pan zdradzić, o czym będzie?

Tak, pracuję nad czymś nowym. To powieść o pasażerach łodzi, którzy wracają do domu, ale gubią się na pełnym morzu. Akcja dzieje się w 1634 roku. Na łodzi zaczynają dziać się paranormalne rzeczy. Pojawia się również wątek morderstwa. Na pokładzie na szczęście znajduje się detektyw jak Sherlock Holmes. Niestety jest więźniem na statku. To kryminalny horror, więc na pewno będzie dobra zabawa!

Czy może Pan zdradzić, kiedy ukaże się nowa powieść?

Brzmisz jak mój wydawca (śmiech). Książka ukaże się w Wielkiej Brytanii w listopadzie 2020 roku. Pisanie jej zabiera mi dużo czasu.

W takim razie czekamy z niecierpliwością na serial na podstawie Siedmiu śmierci Evelyn Hardcastle i na kolejną powieść. Dziękujemy za interesującą rozmowę.  

 

Rozmawiała: Katarzyna Urbaniak-Bil

Zdjęcie Stuarta Turtona na grafice: Charlotte Graham